Ostatnimi czasy wszystko odbywa się jakby po naciśnięciu przycisku FastForward. W ciągu tygodnia doby lecą szybko. Dzień się zaczyna i równie szybko nastaje wieczór, pora kiedy trzeba iśc spac i teoretycznie opocząc po tej gonitwie. Obowiązki, problemy codzienności dodatkowo to przyspieszają. Nadchodzi weekend.. co wtedy? Czas na odpoczynek? Nie! Przeważnie trwają one po 10sekund. Obojętnie co bym nie robił to i tak zawsze jest to 10sekund! Jak zwolnic? Czy to w ogóle możliwe? Cały czas o tym myśle, jednak coraz bardziej dochodze do wniosku, że to niemożliwe. Chyba przyszła pora żeby się z tym pogodzic.
FFD & 10sec. w’ends!

czas leci tak szybko.. jak jest dobrze.. jak wszytko nam si dobrze uklada.. to go nie liczymi i dlatego wydaje sie iz tak szybko on przelatuje..a gdy jest cos nei po naszej mysli.. gdy cierpimy.. gdy.. na cos czekamy wtedy czas leci nei ublagalnie wolno!!