Nic tego nie zapowiadało. Jechałem do Schwedt, w sumie taka normalna wycieczka. Na parkingu dziwnie silnik chodził, ale pomyślałem, że to przez olej i trzeba dolać. Podświadomie byłem zdenerwowany silnikiem i jedną sytuacją podczas jazdy, więc chwila nieuwagi.. przywaliłem w wiatę z wózkami. Pięknie! Zajechaliśmy do mockby na obiad, z ojcem poszliśmy zobaczyć pod maskę. Silnik – kaput. Wróciłem nim do sznia. Dziś rano nie chciał odpalić, po dłuższym czasie zrobił to z ogromną trudnością.. jak niewiele mu zostało. Miał jeszcze trochę wytrzymać, tak miesiąc, dwa. Teraz muszę się zacząć bardziej poważnie rozejrzeć za konkretnym nowym samochodem.
Jak to zawsze bywa, całe zuo się nakłada i emanuje w jednym czasie. Jednak cieszą mnie słowa, dziś je usłyszałem. Kilka ich było, chociaż ja zażartowałem, jak zwykle z resztą, odpowiedź była inna. Dłonie też się czasem mylą.
